droga w poszukiwanu światła...
Któregoś dnia, zauważyłam w odali taką ogromną swiatłość która przybliża się, przenika mnie.
Poczułam jej ciepło i pełnię! Ogarneła mnie radość... postanowiłam, że wyruszę na jej poszukiwanie...
po drodze kupiłam swieczkę myśląc, że to jest właśnie ten mój skarb.
Zerwał się jednak wiart i świeczka zgasła. W oddali uslyszałam głos który mówił :
"Nie lękaj sie, idź na spotkanie ze światłością"
Kupiłam sobie więc swiatłko zwane latarką, majac nadzieję, że ono mi pomoże dojść. Myliłam się jednak. Światełko słabło, aż w końcu zgasło. Wtedy znów usłyszałam głos: "Nadejdzie dzień kiedy nasze swiatła zapalą się i nie zgasną"
słowa te dodały mi nadziei. Kupiłam więc lampkę, osłonietą kloszem. Ruszyłam dalej. Po drodze spotkałam wielu ludzi którzy szukali "światełka". Moja radość z lampki nie potrwała długo ponieważ się potknęłam a lampka sie potłukła. Wreszcie, po dość długiej wędrówce doszłam do skrzyżowania. Wtedy ktoś powiedział mi, że nasze życie składa się tylko z takich dróg, a każdy idzie swoją wybraną. Poszłam prosto i doszłam do ludzi którzy stali wokół wielkiego ogniska i przepychali się. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie chcę tam iść... to nie jest to światło pełne miłości i pokoju... tam wszyscy się na siebie złoszczą. Wróciłam się, lecz tamtych dróg już nie było.. były nowe... podeszłam do pewnego pielgrzyma a on mi powiedział:
Bądz sobą, a zapalisz caly świat, nie tylko małe światełko...
