Moje i nie moje... ;)

piątek, maja 12, 2006

miś


Przed kilku laty była sobie fabryka, która produkowała misie.
Każdy z nich był inny, ale każdy tak

samo śliczny i milutki.
Małe dzieci uwielbiały te misie, rodzice kupowali im je na urodziny, imieniny

i Gwiazdkę.
Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego misia i uważało go za swojego

największego przyjaciela.
Tylko jeden misio był nieudany.
Został uszyty z samych resztek materiału.
Miał jedno uszko

różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki, nóżki w kratkę.
Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski,

a oczy, robione już z ostatnich skrawków, były żółte.
Misio ten był bardzo miły w dotyku.
Cieplutki i

aksamitny, ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał go do ręki.
Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko opuszczają sklepowe półki
i trafiają do

wesołych, uśmiechniętych dzieci, które bardzo je kochają.
Sam stał samotny, już troszkę zakurzony

i myślał sobie:
To nic, że mnie nikt nie chce.
Najważniejsze, że moi koledzy trafiają w dobre ręce.

Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal nikt nie kupował, aż pewnego dnia
do sklepu weszła mała,

może sześcioletnia dziewczynka.
Miała na nosie ciemne okulary, chociaż t
ego dnia wcale nie było

słońca, a w rączce białą, plastikową laseczkę,
chociaż wcale nie była staruszką.
Weszła do sklepu

ze swoją mamą.
Poprosiły o misie.
Dziewczynka była niewidoma.
Nic nie widziała.
Nie znała ani

kolorów, ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie wyobrazić
lecących w powietrzu ptaków, ale

za to wszystko umiała zobaczyć rączkami.
Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego misia.
Najładniejszego ze wszystkich.
Pomacała jego

odstające uszka, dotknęła łebka ;
I wzięła następnego, szarego.
Ten też nie przypadł jej do gustu,

bo miał troszkę ostre zakończenia łapek.
Na samym końcu ekspedientka położyła Brzydkiego Misia,

bo i tak nie liczyła, że kiedyś ktoś go kupi.
- To ten mamusiu! - krzyknęła głośno dziewczynka
- To jest mój misio.
Mój piękny kochany

misiaczek - i z całej siły go przytuliła, a potem pocałowała
w brzydki, niebieski nosek.

Od tej pory dziewczynka i misio nie rozstawali się nigdy.
Na leżakowaniu spali pod jedną kołderką,

u dentysty dziewczynka ściskała jego łapki, a
kiedy trudno jej było coś zrobić, zawsze pytała o

radę swojego przyjaciela.
Inne dzieci śmiały się, kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi.
Ale dziewczynka każdemu

proponowała, żeby wziął misia do ręki.
I wtedy działo się coś dziwnego.
Przestawał wydawać się

brzydki.
Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce.
Pytały ją często skąd wiedziała, że ten misio

jest taki cudowny, tak kochany.
Przecież nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma.
A ona

zawsze im odpowiadała:
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Ja też mam misia który jest dla mnie ważny.