Moje i nie moje... ;)

wtorek, maja 30, 2006

pociąg - życie

Pociąg - życie...

Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami...
Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości,
przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa.
Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby,które staną się dla nas bardzo szczególne. Przybywają nasi przyjaciele i osoby które kochamy, które nas kochają, bo czyste uczucia są zbyt piękne i ważne by je odrzucać, nie zrobić dla nich miejsca.
Wśród osób, które jadą tym pociągiem,
będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę; Takie, które wywołują w podróży tylko smutek...oraz takie, które będą nas cieszyć swoją obecnością. Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę i smutek :( ... Inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.
Możliwe jest, że niektórzy pasażerowie,
którzy są przez nas najbardziej ukochani,zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego.
Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich a miejsca w ich pobliżu będą zajęte...Nieważne; ta podróż właśnie tak wygląda:
pełna wyzwań, marzeń, fantazji,
oczekiwań, pożegnań, rozczarowań i radości...Odbyjmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób. Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten,
który zajmuje miejsce przy naszym boku.
Oddzielenie się od nas bliskich nam osób, z którymi odbywaliśmy podróż będzie bolesne, ale do wytrzymania....

czwartek, maja 25, 2006

jestem.

Po drugiej stronie linii. Jest twój głos.
Są słowa których nigdy nie wypowiem.
Słowa, które ranią, jeśli nie mogą rozśmieszyć.
Słowa z filmów, piosenek, książek.
I te tylko moje.
Słowa, które mówię tobie. I słowa, które chcę aby żyły.
Słowa, których nie wypowiem.
Chcę.
Ale nie mogę.
Jestem samotna, wolałabym umrzeć.
I wiem gdzie jesteś.
Idę.
Czekaj na mnie.
Uczymy się poznawać siebie.
Daj mi trochę czasu. Ja dam ci swój czas.
Chcę przyjść do ciebie.
Ale zostaję.
Nienawidzę siebie.
Nie przyjdę do ciebie.
Chcę, ale nie mogę.
Chcę z tobą rozmawiać.
Chcę być z tobą.
Lub tylko zasnąć.
Boję się, że nie słyszysz.
Boję się, że uciekniesz.
Boję się, że zbyt nalegam. Nie mogę ci powiedzieć.
Że cię kocham.
Może... Lecz jeśli pomyślisz, że mnie kochasz.
Nie obawiaj się wspomnień.
Uciekasz, aż do utraty tchu.
Potem wracasz do mnie. Jeśli mnie kochasz.
I masz kłopot. Odnaleść właściwą drogę.
To wróć do mnie.
Jeśli masz już dość życia. I tak szarych smutnych dni.
Wtedy pomyśl o mnie. Jestem twoja...
Jestem.

piątek, maja 12, 2006

miś


Przed kilku laty była sobie fabryka, która produkowała misie.
Każdy z nich był inny, ale każdy tak

samo śliczny i milutki.
Małe dzieci uwielbiały te misie, rodzice kupowali im je na urodziny, imieniny

i Gwiazdkę.
Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego misia i uważało go za swojego

największego przyjaciela.
Tylko jeden misio był nieudany.
Został uszyty z samych resztek materiału.
Miał jedno uszko

różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki, nóżki w kratkę.
Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski,

a oczy, robione już z ostatnich skrawków, były żółte.
Misio ten był bardzo miły w dotyku.
Cieplutki i

aksamitny, ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał go do ręki.
Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko opuszczają sklepowe półki
i trafiają do

wesołych, uśmiechniętych dzieci, które bardzo je kochają.
Sam stał samotny, już troszkę zakurzony

i myślał sobie:
To nic, że mnie nikt nie chce.
Najważniejsze, że moi koledzy trafiają w dobre ręce.

Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal nikt nie kupował, aż pewnego dnia
do sklepu weszła mała,

może sześcioletnia dziewczynka.
Miała na nosie ciemne okulary, chociaż t
ego dnia wcale nie było

słońca, a w rączce białą, plastikową laseczkę,
chociaż wcale nie była staruszką.
Weszła do sklepu

ze swoją mamą.
Poprosiły o misie.
Dziewczynka była niewidoma.
Nic nie widziała.
Nie znała ani

kolorów, ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie wyobrazić
lecących w powietrzu ptaków, ale

za to wszystko umiała zobaczyć rączkami.
Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego misia.
Najładniejszego ze wszystkich.
Pomacała jego

odstające uszka, dotknęła łebka ;
I wzięła następnego, szarego.
Ten też nie przypadł jej do gustu,

bo miał troszkę ostre zakończenia łapek.
Na samym końcu ekspedientka położyła Brzydkiego Misia,

bo i tak nie liczyła, że kiedyś ktoś go kupi.
- To ten mamusiu! - krzyknęła głośno dziewczynka
- To jest mój misio.
Mój piękny kochany

misiaczek - i z całej siły go przytuliła, a potem pocałowała
w brzydki, niebieski nosek.

Od tej pory dziewczynka i misio nie rozstawali się nigdy.
Na leżakowaniu spali pod jedną kołderką,

u dentysty dziewczynka ściskała jego łapki, a
kiedy trudno jej było coś zrobić, zawsze pytała o

radę swojego przyjaciela.
Inne dzieci śmiały się, kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi.
Ale dziewczynka każdemu

proponowała, żeby wziął misia do ręki.
I wtedy działo się coś dziwnego.
Przestawał wydawać się

brzydki.
Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce.
Pytały ją często skąd wiedziała, że ten misio

jest taki cudowny, tak kochany.
Przecież nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma.
A ona

zawsze im odpowiadała:
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Ja też mam misia który jest dla mnie ważny.

sobota, maja 06, 2006

Pragnę.

Dotknąć cię pragnę, by ciało twe poczuć
spojrzeć na ciebie, by poznać kolor twych oczu.
Zapach twój wdychać, by poznać twą skórę.
Słuchać cię ciągle i nic nie mówić.
Chcę cię całować, w ramiona brać czule.
Chciałabym być z tobą i z tobą się cieszyć,
dzielić z tobą niebo i z tobą w nim grzeszyć.

gdyby.

Gdyby miłość,
honor i lojalność
były cenniejsze od pieniędzy
uczyniłabym Cię najbogatszym
człowiekiem na Ziemi.